Piękne wydarzenie: Frytka Off 2015

6/22/2015 Angelika Dąbek 0 Comments

Lato to idealny festiwalowy czas: ciepła (lub w miarę znośna) pogoda umożliwia świetną zabawę w plenerze przy jedynej w swoim rodzaju możliwości zobaczenia ulubionych wykonawców na żywo. Pod tym względem największe polskie imprezy już dawno zapisały się na stałe na mapie letnich wydarzeń muzycznych w Europie. No dobra, Opener Openerem, a co jeżeli za stworzenie festiwalu zabierze się średniej (raczej mocno średniej) wielkości miasto, w którym życie kulturalne sprowadza się najczęściej do...w sumie ciężko powiedzieć, do czego - niby jest, a go nie ma. Okazuje się jednak, że efekty mogą być więcej niż dobre. No hej, ostatnia Frytka zasługuje na posta!

Piąta edycja Frytki Off miała miejsce w miniony weekend - to festiwal, który swoją nazwę wziął od określenia „aleją frytkową” ulicy Piłsudskiego: pełnej starszej lub nowszej daty budek z fast foodami (przez pojęcie fast food nie mam na myśli jakichś tam burgerów, wurstów czy falafeli, ale tradycyjne zapieksy i kebaby prosto z mikrofali lub głębokiego tłuszczu ;D) oraz frytkami z kultowym "Guciem" na czele. I chociaż moja wyobraźnia nigdy nie ogarnia festiwalu w tym miejscu, to w połączeniu z okazałym placem za budynkiem Zachęty „Konduktorowni” powstaje całkiem sporo wolnej przestrzeni - w sam raz na scenę muzyczną, scenę teatralną, kilka namiotów (m.in. Centrum Promocji Młodych i stowarzyszenia Yawa), a nawet Red Bull Container Stage (który pojawił się po raz pierwszy i, mam wrażenie, nie ostatni).
Co roku Frytka Off zaskakuje mieszkańców miasta coraz bardziej interesującymi wyborami dotyczącymi gwiazd danej edycji. Do tej pory na scenie zachwycali m.in. Brodka, Julia Marcell, Marysia Peszek, Tres.B, Mela Koteluk oraz Fisz Emade plus całe grono mniej znanych szerokiej publiczności świetnych artystów i zespołów. Efekt? Na piątą edycję zjechało również grono miłośników muzyki z innych, czasem dalekich części Polski!
Właściwie nie ma się co dziwić. Pierwszego dnia młodziutki duet The Dumplings zachwycił uczestników festiwalu najwyższej klasy rytmami electropopu – Justyna i Kuba w ogóle są dla mnie świetnym przykładem zespołu naszych czasów. W końcu na ich sukces, poza oczywistym talentem, składa się idealna równowaga pomiędzy młodzieńczą energią, a niezwykłą sceniczną dojrzałością, pozwalająca czerpać inspiracje od najlepszych i przekuwać je w unikatowe autorskie kompozycje. Właściwie o „pierożkach” nie trzeba pisać wiele – to po prostu od razu wpadające w ucho, przyjemne kawałki idealnie wpisujące się w klimat letniego luzu i swobody.
Jak dla mnie zdecydowanym zwycięzcą tej edycji jest duet muzyczny, który dał genialny występ zaraz po „The Dumplings”. Rangleklods wstępnie sprawdziłam już w trakcie ogarniania programu. To duński zespół, a wszystko, co z północy, jest przecież warte uwagi (no jak nie, jak tak). Ich muzyka sprowadza się do jedynej w swoim rodzaju serii eksperymentów z pogranicza elektroniki. Poza tym właśnie odkryłam, że mają przepiękną stronę internetową (o, tutaj). A ja kompletnie odlatuję przy „Clouds” i „School Girls” i męczę całą płytę bez przerwy – idealne kawałki zarówno do wyżycia się na parkiecie, jak i twórczego pobudzenia szarych komórek w trakcie pracy. Na sam koniec świetny występ dali Fisz Emade. Klasyk, co tu dużo mówić/pisać.
To nie jest kompletna recenzja, ponieważ drugiego dnia musiałam porzucić udział we Frytce. Ominął mnie występ lokalnych Radios in Motion i Artura Rojka (na których, o ironio, od początku zależało mi najbardziej). Z drugiej strony już na półmetku imprezy można z łatwością wyciągnąć kilka wniosków – przede wszystkim cieszy, że z roku na rok festiwal rozwija się i przeobraża, jest podatny na trendy, ale przy jednoczesnym podążaniu własną offową ścieżką. Frytka Off to rzetelnie i profesjonalnie zrealizowany miejski projekt. Więcej takich poproszę!





logo: frytkaoff.czestochowa.pl


0 komentarze :

ARCHIWUM