See ya april!

4/30/2015 Angelika Dąbek 0 Comments




















To był kwiecień. To widziałam, w tym się zakochałam, to pochwalam, to się wydarzyło – czyli co zwróciło moją uwagę w ciągu ostatnich trzydziestu dni.

Wydarzenia
24-25. kwietnia, „Rynek smaków”, czyli pierwszy z planowanego cyklu zlot food trucków w Katowicach. Nie wiem, co ma w sobie to miasto, ale w przeciwieństwie do Krakowa czy Poznania, z radością mogłabym w nim żyć – bez miliona turystów i wiecznie złych lokalsów żyjących w hermetycznych społecznościach, za to wśród mega kreatywnych ludzi, pięknych kamienic itd. Nieważne – na zlocie byłam, widziałam, podobało mi się. Dwadzieścia wozów z przeróżnym jedzeniem (od burgerów po wursty, zapiekanki, naleśniki i kawę), piękna pogoda i tysiące uczestników – czekam na więcej! A więcej o samej imprezie pisałam tutaj.


























11-12. kwietnia, NAOKOIUCHO edycja Food Design
Słysząc „food” w nazwie czegokolwiek automatycznie nadstawiam uszu i wyostrzam czujność. Czasem nawet poświęcam się i wychodzę z domu :) Tak było i tym razem, kiedy siostra powiedziała mi o dwudniowych warsztatach Food Designu w częstochowskim Centrum Promocji Młodych. Niestety, dałyśmy radę dotrzeć na zajęcia jedynie drugiego dnia, więc ominęła nas najlepsza część – teoretyczna. My dostałyśmy kleje, drewno, sznurki, rurki oraz piłę i miałyśmy zrobić stojak na wino. Efekty pokazują, że sześć lat w szkole plastycznej niekonieczne czyni z nas wielkich artystów. Moja grupa kreatywnością się nie popisała, co nie znaczy, że nie widziałabym takiego prostego eko-stojaczka u siebie na stole ;PP
PS.: Warsztaty są prowadzone także w Warszawie, tutaj profil na Facebooku.
























Nr. 2 to nasze "dzieło" ;)

Jedzenie
Łoesu... przecież nie mogło zabraknąć osobnej kategorii na gastro perełki, które odkryłam w tym miesiącu...

Bellmer Cafe w Katowicach pokazała mi Gaba z bloga Recenzentka Książek – białe, surowe ściany, niesamowite meble (każdy stolik i krzesło w tym lokalu na pewno ma swoją historię) i ogromny regał pełen książek, który sprytnie oddziela część dla gości od korytarzyka dla obsługi i kuchni. Duże witryny-okna wychodzące na Plac Wolności ostatecznie dodają fajnego klimatu. Dzięki mega sympatycznej obsłudze i atmosferze panującej w środku Bellmer odwiedzają przeróżni ludzie – nic dziwnego, ja sama chętnie zjadłabym tam śniadanie lub obiad z rodziną, popracowała przy kawie (Śniadaniową podają w największym kubku świata), poplotkowała z koleżankami, albo zasiedziała się wieczorem z przyjaciółmi. Do tej pory nie byłam w pełni przekonana do wegańskiej kuchni (ok, przyznaję, nigdy jej nie próbowałam), ale bellmerowy burger (wege w 100%) bardzo mi smakował. Nie będę się rozpisywać do rozmiarów normalnej recenzji, bo nie o to chodzi w tym poście, poza tym mam zamiar przygotować kiedyś małą kompilację najfajniejszych gastro miejsc w Kato i Bellmer ma już tam zaklepane miejsce. :)
Bellmer Cafe,
Plac Wolności 9, Katowice



Microklimat w Częstochowie
Właściwie znałam to miejsce już wcześniej, ale ostatnio, można by tak rzec, odkryłam je na nowo. Będąc tam za pierwszym razem zachwyciło mnie wnętrze – kanapy z palet (!!!!!!), ciekawe stoliki, błękitny sufit i piękny bar z kilkunastoma dużymi lampkami (żarówka + prosty czarny kabel, czyli zestaw, który sama chętnie widziałabym u siebie). No i duża oferta piw butelkowych z lokalnych browarów. Jednak z racji lokalizacji (przed M. w tym samym miejscu działało więcej knajp niż jestem w stanie zliczyć) i miasta, w którym żyję (słodka Częstochowa), nie dawałam Microklimatowi wielkich szans na przetrwanie. No i niespodzianka i pozytywne rozczarowanie, bo miejsce dalej stoi i dalej fajnie jest tam posiedzieć przy prawdziwym piwie (ostatnio trafiłam na lanego Litovela, o mniam!).
MicroKlimat,
Al. NMP 29, Częstochowa

Pierogi Mr Vincent w Krakowie
Osobiście nie wyobrażałam sobie połączenia postimpresjonistycznej estetyki mistrza van Gogha z polskimi pierogami, ale jak widać wszystko można. Można wpaść na coś takiego i można to nawet ogarnąć, tak, żeby było dobrze! Wystrój: ściany w kolorze, żółtym (słoneczniki, a jakże) i „Gwieździsta noc” na suficie. Do tego ogromny wybór pierogów. Moje ze szpinakiem i kurczakiem były pyszne – ciasto, ilość farszu, wszystko na swoim miejscu. I cena niezła, dobra opcja na obiad na Kazimierzu.
Pierogi Mr Vincent,
Ul. Bożego Ciała 12, Kraków

Internety

Ruszył Fashion PR Talks – pierwszy polski portal zrzeszający ludzi PR mody. Będzie kolejny adres do codziennej prasówki, tym bardziej, że bloga założycielki Olki Kaźmierczak czytam już od bardzo dawna. :))

Ruszyła Gra o Tron – sezon piąty. Co tu dużo mówić, uwielbiam. Szczęściem do internetu wyciekły tylko cztery odcinki, inaczej umarłabym próbując obejrzeć całość bez przerwy ;)

Ruszył także prestiżowy casting u Roberta Kupisza – niesamowita, porywająca, zniewalająca praca marzeń... zaraz, chwila, no właściwie to trzymiesięczny staż.... a w sumie to praktyki, bo bezpłatne. Mówiliśmy już o prestiżu, glorii i chwale? Specjaliści Kupisza niby próbowali ratować wizerunek wpisami na FB, ale do tego czasu projektantowi nieźle się dostało od internautów. Jak dla mnie ok, należało się, bo takie ogłoszenie w pierwszym lepszym sklepie jest dla mnie objawem wyzysku, natomiast w poważnej i szanowanej firmie-marce to jakieś szaleństwo.

Odkryłam Black Dresses. Autorka Monika Kamińska bardzo fajnie pisze o swoich pasjach, sporcie, urodzie itd. Lifestyle wyższych lotów.

Tak samo przypadkiem znalazłam stronę Kulturalnie po godzinach. Bliźniaczki Agnieszka i Magdalena Jedynak i ich subiektywne spojrzenie na kulturę – ciekawe i rzetelnie pisane teksty. Chyba znalazłam przewodnik po najlepszych hitach z wielkiego ekranu. Małego też – najchętniej przeglądam zakładkę „seriale” (oczywiście).

A na koniec Kaj trza iść, czyli mini przewodnik prosto z Pinteresta sklepu Gryfnie.

Muzyka
Edward Sharpe & the Magnetic Zeros. Gdybyśmy wciąż słuchali muzyki na kasetach, kompletnie zdarłabym taśmę na „Home” i „Man on fire”. Kawał pozytywnej hipsta muzyki w wykonaniu prawdziwych pasjonatów. Co ciekawe pierwszy z wymienionych kawałków ostatnio pojawia się wszędzie tam, gdzie ja. Ostatnio usłyszałam go w sobotę (!) na imprezie (!!) w klubie (!!!). Fakt, że było to katowickie Carpe, a DJ był wspaniały ale hejże! W dalszym ciągu to dla mnie dziwne.


Birdy i jej album „Fire Within”. Naprawdę dobry. A kawałek „Wings” przepiękny. Gdzie ja byłam dwa lata temu, kiedy krążek miał premierę?



0 komentarze :

ARCHIWUM