Piękny film: The Lunchbox

5/13/2015 Angelika Dąbek 0 Comments


Od minionego roku stałam się pożeraczem seriali i nałogowym binge watcherem. Lubię, kiedy opowiadana historia może wciągnąć mnie na czas dłuższy niż kinowe dwie godziny, kiedy mogę przeżywać fabułę miesiącami, poznać bohaterów, czasami się z nimi utożsamiać. Coś wyjątkowego musi być w filmie, żebym przerwała serialowy ciąg.

W przypadku „The lunchbox”, którego polski tytuł to „Smak curry” miały miejsce dwa czynniki: pierwszym z nich był ósmy sezon „Dextera”, który dosłownie męczę z szacunku dla poprzednich, świetnych serii. Scenariusz formułą przypomina „Breaking Bad”, jednak o ile w przypadku BB ostatnie mocno dramatyczne odcinki robiły na mnie wrażenie, o tyle tutaj... no nie wiem. Może jeszcze zmienię zdanie, ale na razie czuję się zwyczajnie zirytowana.
Drugim czynnikiem była ważna rola jedzenia w fabule. Filmy, które emanują miłością do posiłków to coś co lubię. A jeżeli pyszne jedzenie staje się nicią łączącą dwie osoby w pięknym, pozornie banalnym, ale oglądanym z przyjemnością uczuciu, nie mogę oderwać oczu od ekranu. Hej, hej, tak to właśnie było w przypadku „The lunchbox”.
Film to opowieść o dwojgu nieznajomych – pięknej, młodej, ale nieszczęśliwej w małżeństwie Ilii oraz zgorzkniałego wdowca przed emeryturą Saajana. Ich drogi krzyżują się, kiedy przygotowana przez dziewczynę menażka z codziennym obiadem trafia przez pomyłkę adresów właśnie do starszego mężczyzny. Zaintrygowany bohater zaczyna poprzez pojemniki po posiłkach wymieniać z kobietą liściki. Widzimy rodzące się uczucie, które otwiera Saajana, a Ilię popycha do zmian w swoim życiu.
Banał? No pewnie. W końcu to historia o miłości.

Ale w tym samym filmie reżyser Ritesh Batra doskonale ukazuje wewnętrzne rozterki bohaterów, ich wątpliwości i rozczarowanie życiem, co czyni fabułę mniej oczywistą. Dodatkowo wątek Aslama – sieroty, która uczepia się Saajana i ma gdzieś aluzje starszego człowieka, żeby łaskawie dał mu spokój (bardziej i mniej subtelne) wprowadza trochę lżejszy akcent komediowy. Właściwie może do niego także zaliczyć relację Ilii z ciocią, której wprawdzie nie widzimy, a która mimo wszystko jest istotną postacią drugoplanową.





Motyw jedzenia występuje tu trochę ukradkowo. Faktycznie, jest ważny, ale kamera ukazuje dania i sam proces przygotowania po ludzku, bez długich ujęć czy uwielbienia pod adresem codziennej zawartości menażki. Gotująca Ilia jest kamerowana przez ramię, wobec tego czujemy się obecni w mieszkaniu, czujemy aromat niesamowitych potraw i wszystkich emocji unoszących się w powietrzu. Oboje głównych bohaterów tworzy razem świetny duet, genialnie i bez zbędnej przesady ukazujący całą gamę uczuć zarezerwowanych dla stanu rodzącego się uczucia, nieszczęśliwej miłości i desperacji. Oboje gonią za swoimi marzeniami – ona za szacunkiem, miłością i wolnością, on natomiast poszukuje w przeszłości jakiegokolwiek potwierdzenia dla sensu swojego dotychczasowego życia. Tego, czy im się to uda, już nie powiem, bo spoiler-master ze mnie żaden.


Ciekawość, historia, miłość, kolor, smak, radość, rozczarowanie, słodycz, gorycz, życie – tymi słowami określiłabym film „The Lunchbox”. Świetna propozycja dla fanów prawdziwego życia ukazanego w filmach, ciekawych poznawania innych kultur, szukających dobrego filmu o pięknym uczuciu. Pachnącym curry oczywiście :)




Zdjęcia: Pinterest

0 komentarze :

ARCHIWUM