Prezenty

1/02/2015 Angelika Dąbek 0 Comments




















Uwielbiam grudzień - kilka dni po świętach mam urodziny, a to oznacza podwójną liczbę prezentów (a kto ich nie lubi ;D). 

Jak co roku każdy wyciąga z szafki pudełko z torebkami i w tajemnicy przed wszystkimi pakuje prezenty. Niektóre z torebek mają już wiele lat (i tak też wyglądają), ale po pierwsze: nikt nigdy nie pomyśli o zakupie nowych, po drugie: te nam nie przeszkadzają, po trzecie: fajnie jest dojść do wniosku, że znaleziony pod choinką prezent jest w tym samym opakowaniu co rok wcześniej. Część prezentów dostałam po prostu (piękna sukienka, może kiedyś wrzucę jakieś zdjęcie), część delikatnie zasugerowałam ("hej...jak nie wiesz, co mi kupić to chcę..."), a niektóre zrobiłam sobie sama pod koniec pobytu w Holandii. Wszystkie sprawiły mi wiele radości tak samo jak te, którymi obdarowałam rodzinę i przyjaciół. 

W tym roku książkowo - z okazji Świąt w moje ręce trafiło wydawnictwo, na które zwróciłam uwagę już kilka miesięcy temu. "Moja marka: Jak stać się rozpoznawalnym i odnieść sukces", którą opracował Hermann H. Wala to bardzo przystępnie podane reguły działania Public Relations w tworzeniu, budowaniu i późniejszym działaniu marki. Autor idealnie (za pomocą przykładów firm takich jak Apple, Google, Nespresso) przedstawia jak bardzo zmienił się rynek marek i jak dzisiaj, w dobie internetu i mediów społecznościowych budować wartościowe relacje z klientami. Porusza problemy Pr-u zewnętrznego, ale także tego wewnątrz firmy, wśród pracowników (to, moim zdaniem, jedna z głównych bolączek polskich firm - mało kto naprawdę dba o to, aby pracownik był zadowolony, a przecież podwładni to główni ambasadorowie marki na rynku lokalnym). Ok, mam w planach poświęcenie tej książce jednego z kolejnych postów (bo jest o czym pisać). Jestem dopiero w trakcie jej czytania, ale już mogę powiedzieć, że jest świetnie napisana oraz że to jedna z pozycji, którą każdy młody PR-owiec powinien mieć u siebie w domu.

Kolejnej książki nie muszę przedstawiać, nie muszę chyba opisywać historii Siedmiu Królestw itd. Drugi tom kultowej sagi George'a R.R. Martina jest mój! Dokładnie 1018 stron czytania, już nie mogę się doczekać!












































Jednym z prezentów, który szczególnie mnie ucieszył, było masło do ciała z Avonu z masłem shea. Co jak co, ale od dłuższego czasu uwielbiam maseczki, kremy i masła Planet Spa, bo chociaż są nieco droższe od pozostałych linii Avon, to są naprawdę dobrej jakości. Opakowane w fajny słoiczek, masło do ciała pachnie nieziemsko słodko, a co najważniejsze, ten zapach utrzymuje się na skórze jeszcze przez długi czas. Zostawia skórę gładką, fajnie nawilżoną i maksymalnie szybko się wchłania (mogę się ubierać właściwie zaraz po wmasowaniu go w ciało). 


























Dzięki pobytowi w Holandii w moje łapki wpadł flakonik nieśmiertelnego One Calvina Kleina. Pierwsze perfumy unisex pachną świeżo i są idealne na co dzień. Uwielbiam ten zapach, przesłanie i minimalistyczny design - flakonik wygląda jak zgrabna piersiówka. Dodatkowo przywiozłam ze sobą niesamowicie fajne i ciepłe skarpetki. Co jak co, ale skarpet nigdy za wiele, tym bardziej, że te mają te małe antypoślizgowe kółeczka. Pewnie uratują mnie od niejednej jazdy po kafelkach w przedpokoju ;)
















0 komentarze :

ARCHIWUM