Oh, foodporn!

1/17/2015 Angelika Dąbek 0 Comments


























Od kilku(nastu) miesięcy gotowanie i jedzenie jest modne. Społeczeństwo interesuje się tym, jakie produkty na sklepowych półkach są wartościowe, co i gdzie się jada, jakie są najnowsze trendy. Przede wszystkim jedzenie stało się rodzajem przyjemności. Nic dziwnego, że strzałem w dziesiątkę okazały się zdjęcia łączące raj dla żołądka, czyli wyjątkowo apetyczne potrawy z... innym rodzajem rozkoszy. 

Foodporn to określenie fotografii gastronomicznej, które ma za zadanie pobudzać zmysły. Najlepszy foodporn? Taki, który sprawia, że masz ochotę skosztować, ugryźć, polizać ekran komputera. Ciasto z niedbale wypływającą ze środka polewą czekoladową, chrupiąca kromka ciepłego jeszcze chleba muśnięta rozpływającym się masłem, delikatna sałata jako tło dla pięknego kawałka mięsa albo rumiane tosty ociekające pysznym serem. Nawet kanapka może być idealnym obiektem do zrobienia pięknego zdjęcia. 

Skąd wziął się foodporn? Nie podam dokładnej daty (bo i nie sądzę, że taka istnieje), natomiast mogę stwierdzić, co było czynnikiem, który zapoczątkował ten cieszący się coraz większą popularnością fenomen.
Nie oszukujmy się, rozkosze cielesne oraz rozkosze podniebienia od zawsze zestawiano obok siebie. Już ze starożytności znamy greckie dionizje oraz ich rzymski odpowiednik bachanalia. W obu przypadkach święta te zapisały się w historii jako dzikie i perwersyjne, a ich nieodłącznym elementem było naturalnie pyszne jedzenie. W późniejszych epokach ze względu na wagę religii (średniowiecze) oraz coraz większą liczbę ludzi (i większą biedę) zapomniano o kontekście radości w jedzeniu. Dopiero po zakończeniu II Wojny Światowej, kiedy świat mógł odetchnąć, obiad przestał być tylko paliwem dla ciała. A to co przeżywamy od paru lat można nazwać prawdziwym jedzeniowym boomem. Za granicą niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się Jamie Oliver, Nigella Lawson (mistrzyni łączenia przyjemności jedzenia z seksem), Gordon Ramsay i cała rzesza innych kucharzy. Również w Polsce ludzie pasjami oglądają programy kulinarne i talent show poświęcone tej tematyce. Ogromna jest liczba polskich blogów kulinarnych (stale rośnie), a co ważniejsze - ich autorzy (ci najlepsi oczywiście) stają się prawdziwymi gwiazdami w środowisku. Wydają książki, prowadzą warsztaty przyciągające tłumy, mają swoje własne rubryki w gazetach i gotują, gotują naprawdę pysznie. I potrafią pięknie to jedzenie przedstawić (Eliza Mórawska z White plate i Anna Włodarczyk z bloga Strawberries from Poland należą do moich ulubionych). O gotowaniu powstaje coraz więcej filmów. Grzechem byłoby nie wspomnieć niesamowicie apetycznej "Czekolady" z Juliette Binoche, natomiast w ostatnich latach powstało wiele produkcji, w których kadry tak apetycznego, że aż seksownego jedzenia wystawiły na ciężką próbę niejedną dietę: "Podróż na sto stóp", "Szef", "Tost. Historia chłopięcego głodu" to tylko niektóre z nich. Doczekaliśmy się Kuchnia+ Food Film Fest - festiwalu filmowego poświęconego wyłącznie tematyce kulinarnej. To wszystko zasługa społeczeństwa - ludzie zaczęli uważać na to, co jedzą. Codzienne pożywienie zaczęło być traktowane nie tylko jako podstawę przeżycia, a jako przyjemność. Jedzenie stało się modne. Stąd wzięły się licznie powstające modne knajpki i food trucki, dlatego szans nie ma ten, kto porywa się na otwarcie zwykłej budki z hamburgerami i frytkami (hamburgerami podkreślam; tymi wielkimi, z kotletem z mrożonki, miksem sałat z torebki i nieprzyzwoitą ilością trzech rodzajów sosów). Do jednego z trendów kulinarnych należą brunche, czyli śniadania przeciągające się aż do popłudnia (brunch= breakfast+lunch). Naturalnie śniadanie powinno być pełnowartościowe i pożywne, przede wszystkim ma być konsumowane w modnym miejscu i pięknie podane. Ma się nadawać na fotkę z Instagrama, wiecie o co chodzi.

I tu się zaczyna foodporn. Na portalach społecznościowych poza selfie to właśnie zdjęcia potraw należą do najczęściej publikowanych przez użytkowników i to one zapoczątkowały modę na fotografię jedzenia. W magazynach kulinarnych również zaprzestano przedstawiania potraw tylko tak, aby było je ładnie widać. Przejrzyjcie sobie Kukbuka - te zdjęcia naprawdę mogą zaostrzyć apetyt! I przede wszystkim, dochodząc do sedna sprawy: jedzenie to rozkosz porównywalna jedynie z seksem! A foodporn ma za zadanie tak przedstawić każdą, nawet najprostszą potrawę, żebyśmy nie tylko zobaczyli ją na zdjęciu. Mamy poczuć jej zapach, chrupkość czy też miękkość lub móc bez trudu wyobrazić sobie, jak rozpływa się w ustach. 

Jedzenie to sposób na spędzanie czasu, moda, często nawet sztuka a w kontekście food porn także seksualność (hej, w końcu nawet romantyczny wieczór zazwyczaj zaczyna się pyszną kolacją). Poniżej kilka moich ulubionych grzesznych zdjęć. Jesteście głodni? 






















































































































































































































































































zdj. kinfolk, pinterest

0 komentarze :

ARCHIWUM