Biegam!

11/24/2014 Angelika Dąbek 0 Comments



W Polsce widząc ludzi na porannym czy wieczornym joggingu przy temperaturze poniżej 10 stopni jednocześnie zazdrościłam im silnej woli i posądzałam o swego rodzaju bzika albo fanatyzm. Mamy listopad i biegam codziennie.

Jak do tego doszło? W domu nawet w ciepłych miesiącach biegałam sporadycznie. Wolałam ćwiczenia cardio w domu z filmikami z youtube'a. Co się zmieniło? Kilka rzeczy.
Po pierwsze, jak już wspominałam, wbrew temu, co obiecywała mi agencja pracy, wciąż nie mam połączenia z internetem. Sama zainwestowałam w 1 GB mobilnego internetu z Lebary (sieć telefonii komórkowej), ale to i tak pozwala mi jedynie na kontakt ze światem przez maila i Facebooka. 
Po drugie: właściwie mogłabym odpuścić sobie ćwiczenia na dwa, trzy miesiące mojego pobytu tutaj, ale ilość zjadanych przeze mnie Ritter Sport, Toblerone, chipsów i innych baaardzo niezdrowych pychadełek w pewnym momencie osiągnęła punkt krytyczny. Stwierdziłam, że muszę się za siebie zabrać, żeby do Polski wrócić, a nie poturlać się na kilogramowej nadwyżce.
Po trzecie: trasy. Pierwsze kilka wypadów na bieganie było ok, ale ograniczałam je do 20 minut, tak jak to robiłam w Polsce. Do momentu, w którym raz zamiast w prawo, skręciłam  w lewo, pobiegłam ścieżką i trafiłam na Park Narodowy De Loonse en Drunense Duinen, z Brabancką Saharą (ok. 3,5 tys ha wydm), jeziorem i milionem ścieżek, po których biegając czuję się jak Pocahontas (sic!). Zwłaszcza, że za każdym razem wybieram inną ścieżkę i ciężko mi zawrócić do domu, często myślę sobie "Jeszcze tylko trzy minuty truchtu, żeby zobaczyć, co tam dalej jest". Teraz 30-40 minut to dla mnie norma.  W swoim bieganiu nie jestem osamotniona, ponieważ codziennie spotykam wiele osób, które biegają, jeżdżą na rowerze po krętych leśnych ścieżkach, specerują z rodziną albo wybierają się na konne przejażdżki ze stadnin, których naokoło jest mnóstwo. 
Generalnie będąc tutaj zauważyłam znaczną różnicę pomiędzy komfortem ćwiczenia w Polsce, a bieganiem w Holandii. Dostrzegłam, jak ważna jest regeneracja organimu. W domu, po 12 godzinach spędzonych poza domem trenowałam na siłę i od niechcenia, przez co efekty także były nijakie. Tutaj pracuję jedynie osiem godzin dziennie, jestem bardziej wypoczęta i biegam zaraz po przebudzeniu, po zjedzeniu lekkiego śniadania. 
Zaczęłam biegać w systemie dwie minuty biegu, jedna minuta szybkiego marszu, ale szybko zauważyłam, że jestem w stanie bez problemu przebiec trzy minuty bez zadyszki :). Poczekam jeszcze tydzień i spróbuję z czterema minutami. Poczekam jeszcze miesiąc i może przebiegnę swoje pierwsze dziesięć kilometrów? 
No dobra, krótko, w pigułce, co jest ważne.

- Ubranie. Naturalnie zależy od pogody, jednak dobrze jest zainwestować w sportową kurtkę, specjalne koszulki na ramiączkach oraz z dłuższym rękawkiem. Czym takie rzeczy różnią się od normalnych ubrań? Przede wszystkim dłużej wstrzymują wyziębienie się organizmu w wyniku pocenia. Przepuszczają pot, przez co dłużej biegamy w uczuciu komfortu. Troska o to, aby nie przeziębić organizmu jest szczególnie ważna w jesiennych i zimowych miesiącach - osobiście nienawidzę tego typu sportowych kurtek i czapek, ale na te czterdzieści minut w ciągu dnia warto się poświęcić ;P Nike i Adidas oferują przepiękne kolekcje, ale jeżeli szukacie czegoś tańszego to polecam wszystkie sportowe kolekcje pojawiające się w Lidlu (koszulka termoaktywna i dresy do tej pory sprawdzają się idealnie, chociaż na całe te zakupy wydałam ok. 80 zł).

- Buty. Dopóki nie przebiegłam pierwszego kilometra w butach specjalnie przeznaczonych do biegania, zastanawiałam się, po co je kupować, no bo przecież są zwykłe trampki. Później trafiła się okazja, buty do joggingu za śmieszne pieniądze. Wzięłam jedną parę, pobiegłam... i już wiem. Jestem osobą, która musi na własnej skórze sprawdzić to, o czym piszą wszystkie portale czy bloggerzy - nie ma prawidłowego joggingu bez prawidłowego obuwia. Specjalne adidasy do biegania są bardziej wytrzymałe w miejscu zginania stopy, są dużo lżejsze niż trampki i buty do innego rodzaju ćwiczeń, moje również przepuszczają powietrze zapobiegając poceniu się nogi. Jak dla mnie pierwsze buty do biegania można z czystym sumieniem kupić taniej (F&F, Lidl). Dopiero, kiedy złapiemy prawdziwego bzika na punkcie biegania warto zastanowić się nad droższym modelem, w końcu w trakcie biegu obciążamy nasze nogi i stawy. 

- Woda? Tak proszę! Podczas biegu każdy normalny człowiek się poci - razem z wydalaną wodą tracimy mnóstwo minerałów. Dlatego bardzo ważne jest popijanie czystej wody mineralnej przez cały dzień. Jak nie lubicie to pijcie z cytryną, albo dolewajcie małej ilości soku.

- Jedzenie przed czy po? I przed i po. Jeżeli biegamy zaraz po przebudzeniu, warto przegryźć tylko coś lekkiego i ruszyć na jogging. Natomiast po treningu starajmy się zjeść coś bogatego w buałko i węglowodany (jogurt, banana, a nawet muesli, ponieważ zjedzone zaraz po dużym wysiłku zostanie szybko wchłonięte przez organizm). Jeżeli biegamy  w ciągu dnia lub wieczorem warto pamiętać, że po obfitym posiłku należy poczekać co najmniej 1,5 do dwóch godzin, ponieważ tyle potrzebuje organizm, żeby go strawić. Odczekanie tego czasu uchroni nas również przed nieprzyjemną kolką, która potrafi zepsuć radość z najfajniejszej trasy, po jakiej przyjdzie wam biegać. 

- Rozgrzewka? Musi być. Kilka podskoków, wdechy-wydechy, wymachy ramionami i nogami. Kilka minut, a ryzyko zmniejszenia kontuzji w trakcie biegu nieporównywalnie mniejsze.

- Po biegu? Jogging to normalna sesja treningowa, tak jak cardio, pilates, joga czy wizyta na siłowni. I tak samo musi zakończyć się porządnym rozciąganiem. To pozwala naprawdę zrelaksować i rozluźnić mięśnie, które przez duży wysiłek są skurczone. Przez długi czas omijałam ten ostatni etap treningu, przez co do tej pory jestem bardzo słabo rozciągnięta. 

Hej, nie, że uważam się już za biegowego eksperta. Piszę tutaj to wszystko, co mnie samej ułatwia bieganie, jeżeli piszę, żeby czegoś nie robić, bądźcie pewni, że wiem o tym z własnego doświadczenia. Macie jakieś rady dotyczące biegu? Dawajcie w komentarzach :).

0 komentarze :

ARCHIWUM