Szukanie pracy w kulturze portali społecznościowych. Zasady etykiety w social media.
Profil na Facebooku pomoże znaleźć
pracę, albo...skutecznie zniechęci pracodawcę do kontaktu z nami.
Jeżeli od dawna szukasz zatrudnienia, ale na wysłaniu aplikacji
kończy się twój wyścig po wymarzone stanowisko być może wina
leży w tym, jak prowadzisz profil na portalu społecznościowym.
Jako fanka social media i szczęśliwy (huehue) absolwent PR-u zapewniam, że
zachowanie odpowiedniej etykiety w sieci jest dość proste.
Lubię social media. Codziennie spędzam
dużo czasu na każdym portalu, na którym posiadam konto. Facebook,
Instagram, a ostatnio Pinterest to tylko niektóre z nich. Google+
używam głównie do promocji postów na blogu, Youtube'a –
wiadomo, do przeglądania filmów, ostatnio chętnie przebywam także
na Twitterze. Śledzę nowinki związane z mediami społecznościowymi,
wiem, że to może nie najważniejsza, ale nieodłączna część
życia współczesnych ludzi. I jako taka może być idealną bronią
w kreowaniu naszego wspaniałego wizerunku nie tylko wśród
znajomych, ale także potencjalnych pracodawców. Jeżeli kogoś to
dziwi, to... jest to dziwne, bo Facebook już od dawna jest
przedłużeniem CV niemal we wszystkich branżach. Przykład? Przez
dłuższy czas pracowałam w kawiarni, w której nie było ustalonego
konkretnego stanowiska menadżera. Szczególnie w okresie wakacyjnym
pojawiało się wiele młodych dziewczyn z CV – z uśmiechem je
przyjmowałyśmy, a po wyjściu pierwszym, co robiłyśmy było...
ogarnięcie tej osoby na Facebooku. Telefon otrzymywały te
dziewczyny, które zainteresowaniami i stylem życia pasowały do
reszty ekipy i wydawały się po prostu sympatyczne i normalne. Tak
to ma miejsce zazwyczaj - to właśnie przy czytaniu „cefałki”
szef lub specjalista od HR zapoznaje się także z profilem social
media potencjalnego pracownika. Od nas zależy czy znajdzie tam
niepożądane treści czy świadomie zbudowany w sieci wizerunek,
który przekona go o tym, jak unikatowa i wyjątkowa jest nasza
aplikacja.
To co umieszczamy na tablicy to swojego
rodzaju wizytówka naszej osoby. Nie tylko dla przyjaciół. W końcu
na naszego Facebooka może zajrzeć każdy, nieważne, czy mamy go w
znajomych czy nie. Traktujmy profil jako idealny motyw do ukazania
siebie jako pozytywnego człowieka z ciekawym życiem i licznymi
pasjami.
Z drugiej strony media społecznościowe
to narzędzie, od którego można się łatwo uzależnić i popaść
w skrajny ekshibicjonizm dzieląc się byle czym i byle jak. Sama
nieraz przyłapałam się na momencie, w którym każdego dnia
publikowałam na fejsie cokolwiek, czasami bez zastanowienia. Mimo
wszystko zawsze staram się zastanowić dwa razy, zanim coś
opublikuję. Jeśli to link do strony internetowej lub materiał
wideo, to musi mi się on naprawdę spodobać. Jeżeli zmiana
statusu, to zazwyczaj opisy zawierające zabawne sytuacje z życia
wzięte, udział w fajnym kulturalnym wydarzeniu, dobry film albo
nowy serial lub pyszny obiad w nowo odkrytej świetnej knajpce.
Nie warto publikować ciągłych
„nastrojów”, bo to na dłuższą metę denerwuje niemal każdego,
kto ma naszą tablicę w „obserwowanych”. To stosunkowo nowe
narzędzie do prowadzenia profilu z jednej strony ułatwia życie, z
drugiej strony konta niektórych ludzi wyglądają komicznie, bo
wszystkie posty ograniczają się do emotikona i stwierdzeń typu
„zła”, „rozbawiona” „smutna”. Można zastanowić się
nad psychiką człowieka o takiej huśtawce emocjonalnej prawda?
Jeśli jest mi źle i smutno, po prostu o tym nie piszę, bo zdaję
sobie sprawę, że ludzie nie szukają w social media tego typu
rzeczy. Wolę o tym pogadać z bliską mi osobą, z jej strony mogę
liczyć na konstruktywną opinię i pomoc. Źle odbiera się także
kłótnie w komentarzach lub złośliwe wpisy na tablicach – rozstanie z chłopakiem/dziewczyną albo żal do przyjaciela można (a nawet należy) wygarnąć i obgadać w realu, a
nie poprzez portal społecznościowy.
Warto krytycznie przyjrzeć się swoim
postom. Czy mogą one kogoś wkurzyć? Wiem, że teraz silna grupa
społeczna mnie znienawidzi, ale pierwszeństwo w denerwującym
spamie mają kobiety w ciąży i młode mamy. Codziennie zdjęcie
malucha? Jasne, przecież dawno nikt nie widział tej ślicznej buzi.
Nowe ubranka? Wyremontowany pokoik? Bałagan, jaki robi szalone
maleństwo? Jedna z moich koleżanek we wpisie chwaliła się prosto
z porodówki jakie ma rozwarcie (po dziś dzień nie wiem, jakim cudem była
w stanie rodzić i wysyłać posty na Facebooka). Generalnie,
zastanówmy się co piszemy lub publikujemy i w jakim celu.
Znakomitym rozwiązaniem, z którego
niestety niewiele osób korzysta są ustawienia prywatności. Dzięki
nim możemy zamknąć dostęp do naszej tablicy oraz zdjęć
wszystkim nieznajomym. Jeśli jednak chcemy się pewnymi rzeczami
pochwalić np. udziałem w interesujących warsztatach, wpisem o
uzyskanej nagrodzie lub ukończonym kursie, bez problemu można takie
ustawienia prowadzić oddzielnie dla każdego posta. Dzięki temu
obca osoba odwiedzająca nasz profil zobaczy to, na czym nam zależy,
nie ujrzy natomiast niczego, co wolelibyśmy zostawić tylko dla
siebie i znajomych (na zdjęciach z imprez mało kto wygląda
„profesjonalnie” i „odpowiedzialnie”, trudno też potwierdzić
nimi „wysoką kulturę osobistą”).
Równie ważne są ustawienia dotyczące
funkcji takich jak np. tagowanie. Chodzi o to, żeby znajomi nie
mogli nas tagować na zdjęciach, albo żebyśmy musieli każdą taką
próbę wcześniej zaakceptować.
Podsumowując:
Tak dla wpisów dotyczących ciekawych
zainteresowań, udziału lub opinii o kulturalnych wydarzeniach,
warsztatach, eventach, zdobytych nagrodach i wyróżnieniach,
przebytych kursach, pozytywnych rzeczach, które w dobrym świetle
pokazują nasze życie i charakter.
Nie dla zmian statusu co dwie godziny,
automatycznych linków do gier (można to wyłączyć), skarg,
smutków, złości i zażaleń, załatwiania prywatnych spraw przez
tablicę.
Nie twierdzę oczywiście, że dobrze
prowadzony PR w social media z miejsca zapewni nam każde stanowisko,
na które aplikujemy. Weryfikacja profilu to dodatkowy element
rekrutacji typowy dla naszych czasów – publikowane zdjęcia i
posty mogą ostatecznie przekonać lub zniechęcić pracodawcę do
kontaktu z nami. Ostatecznie zawsze na dobrą aplikację składa się
wiele istotnych czynników, a wizerunek w sieci to właśnie jeden z
nich.